Rozdział 40.

Gdy tylko otworzyłam swoje oczy popatrzyłam na niego, po prostu wiedziałam.

Moje serce ścisnęło się mocno i opadło na dół mojego brzucha. To był on, ale właściwie to nie był on. To musiała być jedna z tych halucynacji, lekarz ostrzegał mnie o tym dosłownie przed chwilą. Justin na pewno nie odwiedziłby mnie w szpitalu - nienawidził mnie. Dał mi jasno do zrozumienia, że już o mnie nie dba, tego razu, gdy błagałam go na kolanach, by mi wybaczył. W zasadzie, nie zdziwiłoby mnie to, gdyby to on był tym, który prowadził do cholerne auto z zagadkowym SA na tablicy rejestracyjnej. Może dowiedział się, kim jest SA i zaczął z nim współpracować? Czy był aż tak na mnie wkurzony, za to że znalazłam jego markę, że byłby w stanie zrobić taką rzecz? Wiedział, jak ciężko było mi pogodzić się z anonimowymi, nienawistnymi wiadomościami i sporadycznymi telefonami, więc to byłaby tak łatwa zemsta. Albo... może to on był SA, przez cały ten czas. Jaki byłby jego motyw, nie miałam pojęcia. Jednakże, to w jakiś sposób miałoby sens. Najwidoczniej i tak przez cały ten czas kłamał, że mnie kocha, czy to była po prostu okrutna, zwariowana metoda na poznanie moich słabości?

Pokręciłam głową, odkładając kolejne, niedorzeczne oskarżenia spowodowane brakiem snu i szokiem.

To co widziałam na przeciwko siebie było zdecydowanie jednym z moich snów, tylko, że teraz odbywały się na jawie i doświadczałam ich, jako coś realnego, z powodu leków, które mi dali.

- Chciałabym, żebyś to naprawdę był ty. - Westchnęłam głęboko, opierając swoją głowę z powrotem na płaską poduszkę. - Ale to tylko mój głupi umysł znowu robi sobie ze mnie jaja. Wiesz, w sumie myślę, że te wszystkie sny powodują, że jest jeszcze gorzej, a nie lepiej. Widzę cię i wiem, że tak naprawdę cię tu nie ma, to jest jeszcze bardziej bolesne niż bycie uderzonym przez ten pieprzony samochód.

Justin opierał się o drzwi, jego twarz była zmartwiona i łagodna. Jego kościste palce wodziły po ścianie, zanim spoczęły na stoliku przy oknie. Podniósł wazon wypełniony suszonymi, białymi różami, które wyglądały bardzo ładnie na tej błyszczącej powierzchni. Dokładnie oglądał każdy kwiatek z osobna, robił to, gdy intensywnie nad czymś myślał albo próbował znaleźć jakieś rozwiązanie. Dziwne było to, jak wszystko w tym pokoju było praktycznie identyczne, jak w rzeczywistości. W dodatku, Justin wyglądał tak samo, zachowywał się również tak, jak miał w zwyczaju. Szkoda, że to był tylko mój mózg, który to wszystko wywoływał. Nigdy nie lekceważ siły swojego umysły, naprawdę jest tak silny, jak mówią wszyscy. Jest również bardzo wrażliwy na skutki uboczne lekarstw. Obie te rzeczy, jak widać, stanowiły niebezpieczne i okropne połączenie.

W końcu, Justin odezwał się, delikatnie odkładając wazon na stolik. - Specjalnie weszłaś pod ten samochód? - Jego oczy bacznie mi się przyglądały, jakby już domyślił się odpowiedzi, zanim ja sama mu ją dostarczyłam.

Czułam, jak przewracam oczami. - Teraz brzmisz jak Doktor. Doktor Doktor. - Zachichotałam. - Myślisz, że został lekarzem, dlatego że chciał nim być czy może dlatego, że jego nazwisko w jakiś sposób kazało mu iść do szkoły medycznej? - Zdecydowanie czułam się teraz na ostrym, lekarskim haju.

- Typowa Sutton, ignorująca zadane pytanie. - Kącik jego ust drgnął, już prawie się uśmiechnął, zanim jego usta znów uformowały się w cienką linię.

- Hej, mogę sobie nie odpowiedzieć lub "zignorować" twoje pytanie. W końcu jesteś tylko w mojej głowie.

Przerwał, zakłopotany tym, co właśnie powiedziałam, poczułam się prawie jakbym była stuknięta, że mówię takie rzeczy. Ale przecież był tylko w mojej głowie, prawda? Wrócił do swojego pytania. - Ale czy... Czy specjalnie weszłaś pod ten samochód? - Pochylił się w fotelu, jego ciepłe, orzechowe oczy wpatrywały się w moje. Brakowało mi codziennego budzenia się i patrzenia w te oczy.

- Nie wiem. Może, podświadomie. Czułam się źle, nawet depresyjnie, ale nie wiedziałam tego, dopóki nie uderzył mnie ten samochód. - Zamrugałam parę razy oczami, moja wizja zaczynała się rozmazywać. Podobnie jak wtedy, kiedy moje sny odchodziły... Nie byłam gotowa, by już go stracić. Nigdy nie byłam gotowa, by go stracić, cholera, dlaczego mój mózg wyobrażał go sobie akurat wtedy, kiedy moją podświadomość była kompletnie załamana. - Ale po pierwsze, nigdy nie znalazłabym się na tej drodze, gdybym nie goniła Nicka.

Justin od razu zesztywniał, zachowanie, którego nigdy wcześniej nie widziałam w moich snach. Domyśliłam się, że halucynacje mogą się różnić, ale na pewno musiały być chociaż trochę podobne? On był tym samym wyimaginowanym Justinem w mojej głowie. Wszystkie uśmiechy, wyznania miłości i ciepło. Dlaczego moja głowa to wszystko rujnowała?

- Dlaczego za nim biegłaś, Sutton? Dlaczego naraziłaś siebie na takie niebezpieczeństwo? - Sama myśl o mnie, że świadomie naraziłam się na ból wyglądała, jakby go uraziła. Poszłabym nawet dalej, mówiąc, że spowodowało to w nim jakąś formę bólu, który mogłam odczytać z ruchów jego ciała.

- Cóż, będąc szczerą, wkurzył mnie. Jestem wkurzona, że on zawsze wygląda, jakby wiedział coś, czego ja nie wiem. Pogrywał ze mną w gierki, nie zdziwiłoby mnie, gdyby wiedział, kim jest SA albo może on sam nim jest. Po prostu chciałam odpowiedzi.

- Musisz dbać o siebie, Sutton. W innym wypadku, wszystko to, co... pójdzie na marne. - Justin ścisnął swoją dolną wargę palcami, ponownie wpatrując się w zamyśleniu w sufit. Wyglądał, jakby szukał instrukcji, co ma dalej powiedzieć, czy jak się zachować.

- Nie mogę już dłużej tego wytrzymać, Justin. Tego już zaczyna być za dużo. Potrafiłam jakoś się zmusić do tego, by żyć, gdy ty byłeś w pobliżu, ale bez ciebie, czuję się samotna. Nie chcę brzmieć, jak jedna z tych zdesperowanych dziewczyn, które bardzo często zapewniają, że "umarłyby" bez ich partnera. Jednak, jakimś cudem stałam się jedną z tych dziewczyn, nie posiadając nad tym żadnej kontroli. Będąc szczerą, bez ciebie, nie wiem już o co walczę.

- Sutton...

- Nie, mogę ci przerywać, ponieważ nie jestem prawdziwy. Musisz mnie posłuchać. Nie ma cię w moim, prawdziwym, gdy się obudzę, życiu, więc nie myśl, że pozwolę ci zrobić to samo w mojej głowie. - Popatrzyłam na niego, widząc, że chyba to podziałało, gdyż zacisnął swoje usta. - Raz mi powiedziałeś, że nie dałbyś rady żyć beze mnie, ale to ty byłeś tym, który odszedł, tylko dlatego że zaczęło być trochę trudniej? To ty powiedziałeś, że nigdy nie odejdziesz. To ty powiedziałeś, że zmierzymy się z tym razem. Więc, gdzie do cholery jesteś teraz? Wszystkie te fałszywe obietnice utrzymywały mnie w przekonaniu, że nigdy nie zostanę sama z tym chaosem. Ale ty... kłamałeś.

- Uwierz mi, pewnego dnia, wszystko zrozumiesz.

Prychnęłam na jego odpowiedź. Co do cholery wyprawiał mój mózg? Jakim cudem to miało mi pomóc? Czy próbowałam w jakiś sposób poradzić sobie z żalem po jego stracie? Czy nawet mój własny mózg usprawiedliwiał go, za to, co zrobił? - Zrozumiem, tak? To jakieś gówno.

- Nie chciałem cię zostawić, Sutton. Nigdy nie chciałem, żeby coś takiego się wydarzyło. Proszę tylko, byś nie dawała za wygraną, byś nas nie skreślała. Trzymaj mnie, jak najdłużej możesz. Tutaj. - Postukał się w swoją skroń, zanim pochylił się w moją stronę, jego woda kolońska była uwodzicielska, jak nigdy. Jego cała sylwetka była tak blisko, tak dokładna, tak prawdziwa. Mrugnęłam parę razy, nie chcąc, by nieunikniony zamazany obraz zrujnował mi ten widok.

- Trzymaj się, proszę. To wszystko kiedyś nabierze sensu i zrozumiesz i docenisz, to, co zrobiłem. Wiem, że powiedziałaś, że dawałem ci wiele fałszywych obietnic, ale ta nie jest jedną z nich. Obiecuję ci, że wszystko będzie okej. - Pozwoliłam sobie mu uwierzyć.

- To okrutne, że twój obrazek w mojej głowie ciągle się o mnie troszczy. Dlaczego moja podświadomość nie może po prostu zaakceptować, że Justin, w którym się zakochałam, przestał istnieć w rzeczywistości?

- Ponieważ twoja podświadomość wie o wiele więcej, niż ty. - Uśmiechnął się. Jego dłoń przesunęła się po moim policzku, jego delikatny dotyk spowodował gęsią skórę na moich ramionach. Jego usta spoczęły na moim czole. - Jesteś odważną i silną, młodą kobietą, która również jest trochę zbyt inteligentna.

- Chyba jednak niewystarczająco inteligenta. - Wydyszałam. - Jeśli byłabym tak inteligentna, jak mówisz, już dawno wiedziałabym, kim jest SA.

- Co nie zmienia faktu, że jesteś mądra, Sutton. SA nie może się wiecznie ukrywać, a gdy prawda wyjdzie na jaw, wtedy skopiemy mu tyłek.

- Wiesz, kim jest? - Nie byłam już pewna, czy pytam o to Justina czy moją podświadomość.

Otworzył swoje usta, by coś powiedzieć, ale szybko odwrócił swój wzrok, jakby coś go rozproszyło. Nie mógł na mnie spojrzeć. Jego uwagę przykuło coś, co znajdowało się zza oknem. Nagle z jego twarzy odpłynęły wszystkie kolory. - Muszę iść.

Sięgnęłam po niego moją zdrową ręką, wtapiając swoje palce w jego jeansową kurtkę. - Nie, proszę. Nie odchodź. - Łzy napłynęły do moich wysuszonych oczu, znajome uczucie desperacji znowu mną zawładnęło.

- Muszę iść. - Powtórzył, przykładając swoje usta do mojej głowy. Spojrzał na drzwi, szukając ucieczki, jednak wewnętrznie nie chcąc odchodzić.

- Dlaczego? Dlaczego musisz już iść?

Jego słowa spowodowały, że już sama nie wiedziałam, co się dzieje.

- Ponieważ SA jest wszędzie i jeśli dowie się, że jestem tutaj, wszystko pójdzie na marne.

Pocałował mnie ten ostatni raz, zanim opuścił salę szpitalną, słaby zapach jego wody dalej unosił się w powietrzu. Wzięłam głęboki oddech, rozkoszując się poczuciem bezpieczeństwa, który odczuwałam, zanim pozwoliłam na to, by znowu pochłonęła mnie senność.
____________________________________________________


#muchlove N.